Oglądałam kiedyś film o starych miastach. Była tam droga wyłożona kamieniem a w tym kamieniu koleiny wyjeżdżone latami. Jak ktoś w nie wjechał to miał małe szanse wyjechać gdzie indziej. A jeśli już to wymagało to sporego wysiłku.
Wiem coś o tym. Bo kiedyś zimą jechałam do znajomych. Część drogi wiodła przez las . Nawaliło śniegu, ale w dzień trochę się topił no i zrobiły się koleiny. Dokładnie takie jak te w kamieniu. Jechać nimi nie mogłam bo były głębokie i mój maluszek zawieszał się na wybrzuszeniu między nimi. A jak próbowałam jechać bokiem to szybko zjeżdżałam po lodzie w koleiny. Trzy razy mnie wypychali z tej pułapki zanim wyjechałam na odśnieżona drogę.
Po co to piszę. Bo teraz tez tak się czuję.
Dokładnie wiem co mam zrobić. Ale ciągle zjeżdżam w utarte koleiny.
Frustrujące ponawianie wysiłków by znaleźć pracę.
Wiem że powinnam nie palić , bo to i kasa i zdrowie ucieka.
Przestałam myśleć o moim tłuszczu , jakby te 136 kg do których udało mi się dobić w wakacje było ostateczna wagą.
A przecież dokładnie wiem co mam zrobić. Trzeba znów wypchać sie z tego kołowrotu codzienności.
I nie ma co sobie ciągle obiecywać , że zrobie to czy tamto. Po prostu zrobię i już.
Kropka.
Bo jak ktoś ładnie powiedział.
Każda droga zaczyna sie od pierwszego kroku.
A każdy dzień to nowa szansa na dobry początek
Ble ble ble ....
No to pa . ide robić ten pierwszy krok.
piątek, 27 września 2013
niedziela, 14 lipca 2013
Klimaty Samsary
Wszystko jest inaczej. Czy gorzej, czy lepiej to się okaże jak wrócę do domu.Niewątpliwie chudnę, jestem wyciszona. tak działa chyba tutejsze otoczenie.Muszę jeszcze znaleźć sposób jak przenieść zdjęcia z aparatu na tablet. bo tylko tableta mam ze sobą. pomyślę i zamieszczę
samsara
jestem w Samsarze. I co .......i nico. Jak zwykle pierwsze wrażenie jest nieco inne niż rzeczywistość. Ech ta moja wyobrażnia
D
Miejsce owszem , urokliwe, ale,.......moja wyobraźnia jak zwykle się rozszalała i teraz
jestem nieco zdegustowana.
Oczywiście schodami. Dałam sobie już dawno słowo honoru.......żadnych schodów, a tu muszę się wspinać do łazienki. wkurza mnie to. Nie jest to żadna sprawa dla kogoś ze zdrowymi nogami,ale dla mnie to problem.
Ale poza tym , konie super, zadbane,błyszczące, spokojne,miłe. Sporo innych zwierzaków. wszystko ufne, grzeczne.
No jest tak jak myślałam. Dla koniarzy nieograniczone możliwości jazdy w teren.
Dla fanw spacerw i grzybów .........las przy samym domu. Na ryby ......rzut beretem.
D
Miejsce owszem , urokliwe, ale,.......moja wyobraźnia jak zwykle się rozszalała i teraz
jestem nieco zdegustowana.
Oczywiście schodami. Dałam sobie już dawno słowo honoru.......żadnych schodów, a tu muszę się wspinać do łazienki. wkurza mnie to. Nie jest to żadna sprawa dla kogoś ze zdrowymi nogami,ale dla mnie to problem.
Ale poza tym , konie super, zadbane,błyszczące, spokojne,miłe. Sporo innych zwierzaków. wszystko ufne, grzeczne.
No jest tak jak myślałam. Dla koniarzy nieograniczone możliwości jazdy w teren.
Dla fanw spacerw i grzybów .........las przy samym domu. Na ryby ......rzut beretem.
niedziela, 9 czerwca 2013
Naukowe podejście do spadku wagi , czyli walnęłam sobie rozbiór na części pierwsze
Patrzę i
patrzę i i zastanawiam się po jaką cholerkę ja się tak przejmuję. No bo
jasno jak na dłoni wyszło mi parę prawd. Oczywiście
......jak
zwykle gdzieś się te prawdy pętały na granicy świadomości, były mi
znane , ale.......................moje super zachowawcze ego nie
dopuszczało ich do przodu. Teraz mam znacznie więcej luzu i większy
dystans do sytuacji , ale prawdy napisane to prawdy znane. Już nie zginą
w zakamarkach mojego psyche.
No więc :
1. Waga w dół - ciśnienie w dół. Niby truizm, ale jak mi się przytyło do 150 kilo to nie potrafiłam sobie poradzić z ciśnieniem , skoki do 180/ 90 i ciągłe używanie awaryjnego cordafenu. A teraz spoko, jak mówi moja córka . Mierzę dwa razy dziennie i 135/75 . czyli prawie idealnie, a czasem nawet 125/ 70 . No to już ideał prawdziwy.
2. Siedzenie w domu jest niebywale tuczące - ale o tym to chyba każdy wie. No bo jak się siedzi w domku to po pierwsze trudno jest spalić kalorie a po drugie jak się ma niekontrolowany odruch zajadania wszystkich niewygodnych spraw. Na przykład - trzeba sprzątanko uskutecznić - najpierw coś sobie ciamnkę
.
Porządek w papierach ----oj tylko jogurcik wtrząchnę itd itd. Zaznaczam
, że to dzieje sie jakby poza mną. Wniosek nasuwa się sam. W domu
wyłazi z zakamarów psyche moja ciężko przerażona zmianami podświadomość i
usiłuje wrócić do swoich przyzwyczajeń. A moja świadomość gdzieś sobie
idzie odpocząć. Jakoś tak mam , że w domu bardziej kierują mną
przyzwyczajenia i rutyna. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa już wiem .
W moim rodzinnym domu nietykalną świętością było spożywanie posiłku . I
jak coś nawywijałam to szybko sie połapałam - sprytny dzieciak byłam -
że jak jem to nic mi nie grozi. A potem to już sie to wszystko zawsze
rozmywało. To samo dotyczyło prac domowych. Ja jadłam a wkurzona mam
robiła to za mnie. No i tak mi zostało .
Kurde . ale psychoanalizę sobie walnęłam. Ale chyba trzeba było tych wszystkich lat , tych wszystkich wpisów , żeby wreszcie to udało się wywlec na wierzch. Teraz już WIEM. ale czy do końca uda mi się zapanować na sobą to juz inna bajka.
Fak pozostaje niezbity jak przebywam poza domem to nie nie mam potrzeby wchłaniania czegoś co chwilkę. No i ubywa mnie
.
3. Ruch - teraz po prostu muszę się ruszać, a jak siedzę w domu to wmówiłam sobie , że kolana ograniczają mnie w ćwiczeniach . To niedawny nabytek więc powinno się udać to zwalczyć, tym bardziej , że coraz częściej zmuszam się do ćwiczeń.
4. Mimo , że wydawało mi się , że radzę sobie z dorosłością dzieci i ich niezależnym życie, to jednak nie radziłam sobie.
Nagle poczułam sie niepotrzebna, wręcz byłam intruzem. I nie radziłam sobie z tym. Mimo, że nie chciałam się do tego przyznać. Osuwałam się w dół o nazwie - po co robić cokolwiek , jak nikomu to nie jest potrzebne.
Dobiła mnie emerytura i brak pracy.
Zmiana nie przyszła nagle........bo dzieci jednak mnie potrzebują, czasami, inaczej, ale jednak. No i mój ukochany Skarb też przeżywał zmiany i bardzo mnie potrzebował. Na szczęście przez ostatnie parę lat to on mi był potrzebny, czego nawet nie zauważałam , bo po prostu był obok mnie. Ja też jestem mu potrzebna. I jest OK.
No bo człowiek to istota stadna.
I wszystko jest znacznie prostsze , jak się nie jest samemu , bo wiara, że sie uda jest co najmniej podwójna

No więc :
1. Waga w dół - ciśnienie w dół. Niby truizm, ale jak mi się przytyło do 150 kilo to nie potrafiłam sobie poradzić z ciśnieniem , skoki do 180/ 90 i ciągłe używanie awaryjnego cordafenu. A teraz spoko, jak mówi moja córka . Mierzę dwa razy dziennie i 135/75 . czyli prawie idealnie, a czasem nawet 125/ 70 . No to już ideał prawdziwy.
2. Siedzenie w domu jest niebywale tuczące - ale o tym to chyba każdy wie. No bo jak się siedzi w domku to po pierwsze trudno jest spalić kalorie a po drugie jak się ma niekontrolowany odruch zajadania wszystkich niewygodnych spraw. Na przykład - trzeba sprzątanko uskutecznić - najpierw coś sobie ciamnkę


Kurde . ale psychoanalizę sobie walnęłam. Ale chyba trzeba było tych wszystkich lat , tych wszystkich wpisów , żeby wreszcie to udało się wywlec na wierzch. Teraz już WIEM. ale czy do końca uda mi się zapanować na sobą to juz inna bajka.
Fak pozostaje niezbity jak przebywam poza domem to nie nie mam potrzeby wchłaniania czegoś co chwilkę. No i ubywa mnie

3. Ruch - teraz po prostu muszę się ruszać, a jak siedzę w domu to wmówiłam sobie , że kolana ograniczają mnie w ćwiczeniach . To niedawny nabytek więc powinno się udać to zwalczyć, tym bardziej , że coraz częściej zmuszam się do ćwiczeń.
4. Mimo , że wydawało mi się , że radzę sobie z dorosłością dzieci i ich niezależnym życie, to jednak nie radziłam sobie.
Nagle poczułam sie niepotrzebna, wręcz byłam intruzem. I nie radziłam sobie z tym. Mimo, że nie chciałam się do tego przyznać. Osuwałam się w dół o nazwie - po co robić cokolwiek , jak nikomu to nie jest potrzebne.
Dobiła mnie emerytura i brak pracy.
Zmiana nie przyszła nagle........bo dzieci jednak mnie potrzebują, czasami, inaczej, ale jednak. No i mój ukochany Skarb też przeżywał zmiany i bardzo mnie potrzebował. Na szczęście przez ostatnie parę lat to on mi był potrzebny, czego nawet nie zauważałam , bo po prostu był obok mnie. Ja też jestem mu potrzebna. I jest OK.
No bo człowiek to istota stadna.

I wszystko jest znacznie prostsze , jak się nie jest samemu , bo wiara, że sie uda jest co najmniej podwójna

No i ważę już 143,6 kg
No i fajnie jest
No i fajnie jest
niedziela, 26 maja 2013
Znowu jestem - do tego chudsza
Znowu wróciłam.
No bo tak .
Najpierw rzuciłam palenie. i natychmiast wpadłam w depresję. No i ani się nie obejrzałam , a już waga pokazywała 151,6 kg
. No i dopiero popadłam w czarną rozpacz.
A jak jestem w rozpaczy to co robię.......żrę
.
A do tego długi zaczęły następować mi na pięty. No makabra.
Miotałam się i osuwałam w coraz gorsze bagno.
Aż w końcu.........jest .......światełko w tunelu.
.
Dostałam pracę.
No różne rzeczy robiłam w życiu , ale w telemarketingu jeszcze nie pracowałam. To , jak sie okazało, ciężka praca. Trzeba mieć przede wszystkim stalowe nerwy i zero skrupułów.
A mnie się wydawało, że nerwy mam w strzępach , o skrupułach nie wspomnę.
Ale kasa to jednak potęga.
Wróciłam do papierosów.......ale na chwilkę.
Schudłam ponad 6 kg w 2 tygodnie - wystarczyło nie siedzieć w domu i jak się okazało po prostu nie zajadać problemów.
Dało się długi rozłożyć na raty i znaleźć pracę na wakacje na 2 miesiące przy koniach.
Postaram się wpisywać wszystkie sukcesy, a na blogu przepisy.
I jest dobrze
No bo tak .
Najpierw rzuciłam palenie. i natychmiast wpadłam w depresję. No i ani się nie obejrzałam , a już waga pokazywała 151,6 kg

A jak jestem w rozpaczy to co robię.......żrę

A do tego długi zaczęły następować mi na pięty. No makabra.
Miotałam się i osuwałam w coraz gorsze bagno.
Aż w końcu.........jest .......światełko w tunelu.

Dostałam pracę.
No różne rzeczy robiłam w życiu , ale w telemarketingu jeszcze nie pracowałam. To , jak sie okazało, ciężka praca. Trzeba mieć przede wszystkim stalowe nerwy i zero skrupułów.
A mnie się wydawało, że nerwy mam w strzępach , o skrupułach nie wspomnę.
Ale kasa to jednak potęga.
Wróciłam do papierosów.......ale na chwilkę.
Schudłam ponad 6 kg w 2 tygodnie - wystarczyło nie siedzieć w domu i jak się okazało po prostu nie zajadać problemów.
Dało się długi rozłożyć na raty i znaleźć pracę na wakacje na 2 miesiące przy koniach.
Postaram się wpisywać wszystkie sukcesy, a na blogu przepisy.
I jest dobrze

niedziela, 14 kwietnia 2013
Zupy ( prawie) bez kalorii cd.
Życie ma swoje prawa, i wczoraj zawyło gromkim głosem. Najpierw Skarb
zażyczył sobie mojej obecności w czasie wyjazdu po chleb , potem
podrzucił mnie do do domu i już już zabierałam się o pisania, jak
zadzwonił i obwieścił , że złapał gumę a zapas ma bez powietrza.
2 godziny mi zeszło . No bo to trzeba pojechać do Skarba, zabrać koła , naprawić, przywieźć i koniecznie pomóc........przynajmniej duchowo
, przy zakładaniu koła. No a potem pojechałam z synkiem na zakupy , takie normalne cotygodniowe.
Wróciłam , to Skarb już czekał, żeby mnie zabrać na cotygodniowa wizytę do szwagierki i teścia. W drodze powrotnej zaliczyłam razem z nim Biedronkę, no bo coś tam mu jeszcze się zachciało a w domu już brakło. Jak wróciłam do domu to zwyczajnie padłam.
Nawet nie ćwiczyłam.
No bo ja poruszam się o dwóch kulach a swoje ważę. No bez kul też chodzę
,
ale na wyjazdach wolę się wspomagać bo czasem nie ma gdzie usiąść, a na
kulach można się oprzeć i dać odpocząć nogom, jak zaczynają boleć nie
do wytrzymania. Bo zadyszki to ja raczej nie mam. zwłaszcza teraz jak
już nie palę 1,5 miesiąca.
A z tym chlebem to było tak. Od lat kupowaliśmy chleb z takiej piekarni z tradycyjnym piecem , robiony na zakwasie.
Ta piekarnia miała grubo ponad 100 lat. Ale czy to nie było następców czy jakiś inny powód - dom z piekarnią sprzedano a nowy właściciel zamknął i szlus.
Zaczęły się wędrówki za chlebem. Pół roku trwało zanim trafił synek taka piekarnię z tradycyjnym piecem i chlebem na zakwasie. Tyle że 25 km od nas. Ja byłam wcześniej raz , przed świętami. Kupiłam 6 dużych chlebów , część zamroziłam. Dobrze się mrożą, nie rozpadają się po odmrożeniu i nic nie tracą na smaku. No prawie nic.
Wyszło, że raz w tygodniu wystarczy pojechać, ale ten raz musiałam pojechać razem ze Skarbem , żeby nie zabłądził. No. A chlebuś........pyszny.
No i to by było tyle na wstępie. Teraz
ZUPY CD...........
4. Zupa krem z brokułów
Zagotować 2,5 litra wody z dodatkiem 1 - 2 kostek rosołowych. Wrzucić brokuła podzielonego na małe różyczki i pokrojoną mała marchew. Jak warzywa będą miękkie zmiksować , doprawić pieprzem i zabielić łyżką mleka. Gęstość można sobie regulować ilością brokułów.
5. Zupa ogórkowa
Zagotować 2 l wody dodać 1 - 2 kostki rosołowe , wrzucić 200 g włoszczyzny ( może być mrożona) i 5 dużych ogórków kiszonych pokrojonych w kosteczkę. Można dolać sok z tych ogórków . Gotować 30 min. doprawić pieprzem. ew, vegetą.
6. Zupa pomidorowa
Do 2 l zagotowanej wody dodać 1 - 2 kostki rosołowe , 300 g włoszczyzny pokrojonej lub już gotowej mrożonej , wrzucić 2 puszki pomidorów krojonych. W sezonie wymiennie wrzucam od 0.5 do 0.75 kg świeżych pomidorów, obranych ze skórki ( trzeba najpierw sparzyć wrzątkiem to łatwo schodzi) i pokrojonych. doprawiamy do smaku, zabielamy łyżka jogurtu. Można zmiksować na krem, ale ja wolę w kawałkach.
7. Barszcz czerwony albo zupa z buraków - jak kto woliZagotować 2, 5 litra wody z dodatkiem 1 - 2 kostki rosołowej. Dodać 150 g włoszczyzny oraz 4 ( można więcej ) starte buraki. Gotować ok 40 min. Zabielić jogurtem, doprawić. Zamiennie na wiosnę można zamiast starych buraków wkroić 2 pęczki botwinki, Tylko należy pilnować, żeby to nie były same liście.
8. Wiosenny i nie tylko, HIT , czyli zupa z pokrzyw.
Właściwie to są wariacje , bo ja w zależności od aktualnie posiadanych składników , robię ja na parę sposobów.
Ale najpierw tytułem wstępu. Pokrzywa jest bardzo zdrowa. Tu wklejam cytat :
Główne właściwości ziela pokrzywy (na podst. U. Buhring "Wszystko o ziołach"):
pobudza przemianę materii, działa moczopędnie,
jest stosowane w stanach zapalnych dróg moczowych oraz chorobach skóry. Działa wzmacniająco (w stanach wyczerpania) na nasz organizm, również na kondycję naszych włosów i skóry. Ze względu na wyjątkowo dobrze przyswajalne żelazo posiada również właściwości krwiotwórcze. Oprócz żelaza zawiera również mangan, potas, wapń, ponadto witaminy A, B2, B5, C, E, K, a także: kwasy organiczne (mrówkowy, octowy), nienasycone kwasy tłuszczowe, kwasy fenolowe, flawonoidy i chlorofil.
No , jak widać, warto już dla samej pobudzonej przemiany materii
.
Zbiera się na wiosnę, tak do czerwca, młode górne listki ( nożyk i
rękawiczki i można szaleć ), w suche dni, w miejscach z dala od drogi.
Zastosowanie :
Do sałatek, surówek, można do farszu , albo przyrządzić jak szpinak.
Ale my chcemy zupę w wersji light. No więc:
Tym razem 1 - 1,5 litr wody, 2 większe marchewki , 1 nieduża pietruszka, kawałek selera, 3 listki laurowe, 3 ziarenka ziela angielskiego, 3 - 4 ząbki czosnku, sól, pieprz. . Gotujemy 25 min. Odlewamy wywar, zagotowujemy , dodajemy czosnek , 3 szklanki listków pokrzywy , które wcześnie dokładnie płuczemy i przelewamy na sitku wrzatkiem, gotujemy przez chwilkę i już. Gotowe miksujemy , zabielamy i mamy super pokarm
A teraz pora na fantazje - każdy może sobie coś dodać.
Warzywa możemy zjeść osobno , bo szkoda wywalać, albo zmiksować z pokrzywą.
Możemy dodać kminek, gałkę muszkatułową - do smaku. Albo zamiast tego imbir , ja uwielbiam imbir - świeży, starty na tarce o drobnych oczkach lub w proszku.
Można szaleć do woli, tylko trzeba pamiętać , że to ma być light.
Mam też sposób na to jak mieć młodą pokrzywę cały rok. Jeśli mamy jakieś zaklepane miejsce z pokrzywami i skończą nam się młode listki bo już mija czerwiec, należy takie miejsce wykosić jak trawę , albo wyciąć. Pokrzywa jest bardzo żywotna i po paru dniach mamy śliczne poletko młodej pokrzywy.
Smacznego.
AAAAAAAAAAAA , z tego wszystkiego całkiem zapomniałam, że dzisiaj ważyłam 148,2 kg, ale z wpisem poczekam parę dni , bo maja waga potrafi się nieźle bujać.
Pasty do smarowania , następnym razem.
2 godziny mi zeszło . No bo to trzeba pojechać do Skarba, zabrać koła , naprawić, przywieźć i koniecznie pomóc........przynajmniej duchowo

Wróciłam , to Skarb już czekał, żeby mnie zabrać na cotygodniowa wizytę do szwagierki i teścia. W drodze powrotnej zaliczyłam razem z nim Biedronkę, no bo coś tam mu jeszcze się zachciało a w domu już brakło. Jak wróciłam do domu to zwyczajnie padłam.
Nawet nie ćwiczyłam.

No bo ja poruszam się o dwóch kulach a swoje ważę. No bez kul też chodzę

A z tym chlebem to było tak. Od lat kupowaliśmy chleb z takiej piekarni z tradycyjnym piecem , robiony na zakwasie.
Ta piekarnia miała grubo ponad 100 lat. Ale czy to nie było następców czy jakiś inny powód - dom z piekarnią sprzedano a nowy właściciel zamknął i szlus.
Zaczęły się wędrówki za chlebem. Pół roku trwało zanim trafił synek taka piekarnię z tradycyjnym piecem i chlebem na zakwasie. Tyle że 25 km od nas. Ja byłam wcześniej raz , przed świętami. Kupiłam 6 dużych chlebów , część zamroziłam. Dobrze się mrożą, nie rozpadają się po odmrożeniu i nic nie tracą na smaku. No prawie nic.
Wyszło, że raz w tygodniu wystarczy pojechać, ale ten raz musiałam pojechać razem ze Skarbem , żeby nie zabłądził. No. A chlebuś........pyszny.
No i to by było tyle na wstępie. Teraz

ZUPY CD...........
4. Zupa krem z brokułów
Zagotować 2,5 litra wody z dodatkiem 1 - 2 kostek rosołowych. Wrzucić brokuła podzielonego na małe różyczki i pokrojoną mała marchew. Jak warzywa będą miękkie zmiksować , doprawić pieprzem i zabielić łyżką mleka. Gęstość można sobie regulować ilością brokułów.
5. Zupa ogórkowa
Zagotować 2 l wody dodać 1 - 2 kostki rosołowe , wrzucić 200 g włoszczyzny ( może być mrożona) i 5 dużych ogórków kiszonych pokrojonych w kosteczkę. Można dolać sok z tych ogórków . Gotować 30 min. doprawić pieprzem. ew, vegetą.
6. Zupa pomidorowa
Do 2 l zagotowanej wody dodać 1 - 2 kostki rosołowe , 300 g włoszczyzny pokrojonej lub już gotowej mrożonej , wrzucić 2 puszki pomidorów krojonych. W sezonie wymiennie wrzucam od 0.5 do 0.75 kg świeżych pomidorów, obranych ze skórki ( trzeba najpierw sparzyć wrzątkiem to łatwo schodzi) i pokrojonych. doprawiamy do smaku, zabielamy łyżka jogurtu. Można zmiksować na krem, ale ja wolę w kawałkach.
7. Barszcz czerwony albo zupa z buraków - jak kto woliZagotować 2, 5 litra wody z dodatkiem 1 - 2 kostki rosołowej. Dodać 150 g włoszczyzny oraz 4 ( można więcej ) starte buraki. Gotować ok 40 min. Zabielić jogurtem, doprawić. Zamiennie na wiosnę można zamiast starych buraków wkroić 2 pęczki botwinki, Tylko należy pilnować, żeby to nie były same liście.
8. Wiosenny i nie tylko, HIT , czyli zupa z pokrzyw.
Właściwie to są wariacje , bo ja w zależności od aktualnie posiadanych składników , robię ja na parę sposobów.
Ale najpierw tytułem wstępu. Pokrzywa jest bardzo zdrowa. Tu wklejam cytat :
Główne właściwości ziela pokrzywy (na podst. U. Buhring "Wszystko o ziołach"):
pobudza przemianę materii, działa moczopędnie,
jest stosowane w stanach zapalnych dróg moczowych oraz chorobach skóry. Działa wzmacniająco (w stanach wyczerpania) na nasz organizm, również na kondycję naszych włosów i skóry. Ze względu na wyjątkowo dobrze przyswajalne żelazo posiada również właściwości krwiotwórcze. Oprócz żelaza zawiera również mangan, potas, wapń, ponadto witaminy A, B2, B5, C, E, K, a także: kwasy organiczne (mrówkowy, octowy), nienasycone kwasy tłuszczowe, kwasy fenolowe, flawonoidy i chlorofil.
No , jak widać, warto już dla samej pobudzonej przemiany materii

Do sałatek, surówek, można do farszu , albo przyrządzić jak szpinak.
Ale my chcemy zupę w wersji light. No więc:
Tym razem 1 - 1,5 litr wody, 2 większe marchewki , 1 nieduża pietruszka, kawałek selera, 3 listki laurowe, 3 ziarenka ziela angielskiego, 3 - 4 ząbki czosnku, sól, pieprz. . Gotujemy 25 min. Odlewamy wywar, zagotowujemy , dodajemy czosnek , 3 szklanki listków pokrzywy , które wcześnie dokładnie płuczemy i przelewamy na sitku wrzatkiem, gotujemy przez chwilkę i już. Gotowe miksujemy , zabielamy i mamy super pokarm

A teraz pora na fantazje - każdy może sobie coś dodać.
Warzywa możemy zjeść osobno , bo szkoda wywalać, albo zmiksować z pokrzywą.
Możemy dodać kminek, gałkę muszkatułową - do smaku. Albo zamiast tego imbir , ja uwielbiam imbir - świeży, starty na tarce o drobnych oczkach lub w proszku.
Można szaleć do woli, tylko trzeba pamiętać , że to ma być light.
Mam też sposób na to jak mieć młodą pokrzywę cały rok. Jeśli mamy jakieś zaklepane miejsce z pokrzywami i skończą nam się młode listki bo już mija czerwiec, należy takie miejsce wykosić jak trawę , albo wyciąć. Pokrzywa jest bardzo żywotna i po paru dniach mamy śliczne poletko młodej pokrzywy.
Smacznego.
AAAAAAAAAAAA , z tego wszystkiego całkiem zapomniałam, że dzisiaj ważyłam 148,2 kg, ale z wpisem poczekam parę dni , bo maja waga potrafi się nieźle bujać.
Pasty do smarowania , następnym razem.
czwartek, 11 kwietnia 2013
Zupy czyli jak żyć normalnie i chudnąć ciąg dalszy
Sporo myślałam przez ostanie dni o tym jaki wpływ ma każda z nas, czy
chce tego czy nie chce. Największy oczywiście ma się na najbliższych i
to jest w zasadzie najbardziej niebezpieczne, bo nawet o tym nie
myślimy. Dodatkowy haczyk jest taki, że 3 razy szybciej przyswajamy złe
zachowania niż dobre. 
A osoby szukające jakiejkolwiek pomocy sa niesłychanie podatne na wpływy, bo zazwyczaj są zdesperowane.
Osoby takiej pomocy udzielające muszą rozumieć odpowiedzialność jaka na nich ciąży. Ja już dostałam po łapkach, kiedy odkryłam , że widzę u innych różne nieprawidłowości w działaniu organizmu, Zachłysnęłam się tą wiedzą i zaczęłam bezkrytycznie udzielać stosownych informacji napotkanym znajomym , czy tego chcieli czy nie. To znaczy mnie się wydawało, że wszyscy powinni być zachwyceni wiedzą o sobie. Na szczęście znalazł się ktoś , kto w porę mi pokazał, ile mogę narobić nieszczęścia. I jak taka umiejętność powinna być wykorzystywana.
To samo jest z moją wiedzą na temat odchudzania , Doskonale wiem jak to się robi i póki co moja waga stanęła na 149 .Ale
Mówię...nie ważcie się codziennie a sam właśnie to robię
Mówię.....ćwiczenie są nawet ważniejsze od diety, a sama nie machnęłam żadnym odnóżem od 3 dni.
Mówię ......cierpliwości, cierpliwości.....a sama nie pamiętam jak jak trudno jest wyłapać , gdzie cierpliwość się kończy a gdzie zaczyna zwyczajne lenistwo .....musi skleroza mnie dopada
To co tu piszę, pisałam i będę pisać to moje doświadczenia, przemyślenia , wiedza . I to wszystko dopasowuję przede wszystkim do siebie.
Proszę pamiętać , że jeden przepis nie będzie pasował do wszystkich.
To co tu zamieszczam, to nie wyłącznie przepis Doktora dietetyka. Ten przepis to szkielet, już trochę obudowany, ale sporo tu doświadczeń i przemyśleń z całej mojej teczki pod tytułem " odchudzanie i sprawność"
I mam nadzieję ,że mimo tych wszystkich zastrzeżeń wiele tu do wykorzystania przez innych.
Tyle filozofii, kurde ale mnie naszło
,
a to wszystko przez Skarba, musiał rano pchnąć auto, żeby odpaliło.
Moja wina, zostawiłam na światłach, ale pchnął ciut, bo z góreczki było,
a zadychę taką miał , że przez 5 min nie mógł słowa powiedzieć. On też
przestał się ruszać bo go plecy bolą i znowu dysk mu wyleci.
Wymówka jak każda inna.
No to teraz : ZUPY
Normalne jest, że jak zaczynamy w jakikolwiek sposób ograniczać swoje zachcianki kulinarne, w tym wypadku mamy dietę, to nasza podświadomość , natychmiast bije na alarm..............głód , głód........robić zapasy. No i zaczynamy odczuwać głód nawet jak to nie jest zgodne z prawdą.
Ja reagowałam w ten sposób , że wytrzymywałam, wytrzymywałam, wytrzymywałam .............a potem ścinałam się, że właśnie kończę pożerać na przykład jajęcznicę z 3 jaj na boczku. Zeznałam grzecznie to lekarzowi na kolejnej wizycie i dostałam .................zupy.
To , że można opychać się warzywami do woli , to jak sie okazuje dla zdeterminowanej podświadomości mało ważne jest. Ją można tylko zatkać czymś konkretnym, albo przynajmniej oszukać
.
Zupy można spożywać w razie głodu i co jest najcudowniejsze ...............
OPRÓCZ A NIE ZAMIAST POSIŁKÓW
Sporządzamy je na bazie warzyw i kostki rosołowej dowolnej firmy, ja używam vegety, dzięki temu są bardzo nisko kaloryczne, Można je zabielać jogurtem naturalnym lub mlekiem. Przepisy są tak skonstruowane, że wychodzi 2,5 - 3 litrów zupy. Świetnie się mrożą, więc ja dziele je na 2 lub 3 części i niepotrzebne w danym dniu zamrażam.
Można też regulować ilość składników i wychodzą gęstsze lub rzadsze. Ja wolę
gęstsze, bo to jeszcze lepiej oszukuje podświadomość.
1, Zupa jarzynowa:
zagotować 2,5 litra wody , dodać 1 - 2 kostki knorr lub winiary, do wrzątku wrzucić dowolną mrożonkę warzyw - do wyboru - kalafior, brokuły, seler, ciut marchwi, fasolka szparagowa, brukselka. Ja wrzucam co akurat mam z tego zestawu,. Gotować aż zmiękną, byle nie za bardzo, doprawić, ewentualnie zabielić łyżka jogurtu i jeść
2. Kapuśniak
Zagotować 2,5 l. wody , dodać 12 kostki, do wrzątku wrzucić 300g kiszonej kapusty, 200 g białej ( ja wolę włoską) i 150 g startej włoszczyzny, może być mrożona, Doprawiamy do smaku pieprzem , majerankiem i kminkiem, Gotujemy aż zmięknie, na koniec dodajemy duży słoik koncentratu pomidorowego( ja wole pomidory krojone z puszki , dodaje 2 puszki i jest ok) na talerz dodajemy łyżkę jogurtu.
3. Zupa z kapusty pekińskiej. Sama wymyśliłam bo kapusta mnie rozdyma chociaż ja lubię.
Pan doktor powiedział , że przepis jest ok
Zagotować 2 l wody dodać 2 kostki ale rosołowo- warzywne, 1 paczka włoszczyzny mrożonej, Pokrojona 1 średnia kapusta pekińska, . Doprawiamy : pieprz ziołowy, papryka, zioła prowansalskie, sok z połowy cytryny i można dodać w sezonie 2 świeże pomidory. Gotuje sie krótko i jest pyszna.
Zostały jeszcze 4 przepisy na zupy , ale już nie mam dzisiaj czasu, Jutro będę kontynuować.
Wrzucę parę przepisów na pasty do chleba.
I proszę zwrócić uwagę na to, że w zależności od rodzaju chleba , ilość kromek mieszczących się w 100 gramach jest różna. To też jest pole do oszukiwania podświadomości
.
no to by było dzisiaj na tyle.

A osoby szukające jakiejkolwiek pomocy sa niesłychanie podatne na wpływy, bo zazwyczaj są zdesperowane.

Osoby takiej pomocy udzielające muszą rozumieć odpowiedzialność jaka na nich ciąży. Ja już dostałam po łapkach, kiedy odkryłam , że widzę u innych różne nieprawidłowości w działaniu organizmu, Zachłysnęłam się tą wiedzą i zaczęłam bezkrytycznie udzielać stosownych informacji napotkanym znajomym , czy tego chcieli czy nie. To znaczy mnie się wydawało, że wszyscy powinni być zachwyceni wiedzą o sobie. Na szczęście znalazł się ktoś , kto w porę mi pokazał, ile mogę narobić nieszczęścia. I jak taka umiejętność powinna być wykorzystywana.
To samo jest z moją wiedzą na temat odchudzania , Doskonale wiem jak to się robi i póki co moja waga stanęła na 149 .Ale
Mówię...nie ważcie się codziennie a sam właśnie to robię
Mówię.....ćwiczenie są nawet ważniejsze od diety, a sama nie machnęłam żadnym odnóżem od 3 dni.
Mówię ......cierpliwości, cierpliwości.....a sama nie pamiętam jak jak trudno jest wyłapać , gdzie cierpliwość się kończy a gdzie zaczyna zwyczajne lenistwo .....musi skleroza mnie dopada

To co tu piszę, pisałam i będę pisać to moje doświadczenia, przemyślenia , wiedza . I to wszystko dopasowuję przede wszystkim do siebie.
Proszę pamiętać , że jeden przepis nie będzie pasował do wszystkich.
To co tu zamieszczam, to nie wyłącznie przepis Doktora dietetyka. Ten przepis to szkielet, już trochę obudowany, ale sporo tu doświadczeń i przemyśleń z całej mojej teczki pod tytułem " odchudzanie i sprawność"
I mam nadzieję ,że mimo tych wszystkich zastrzeżeń wiele tu do wykorzystania przez innych.
Tyle filozofii, kurde ale mnie naszło


No to teraz : ZUPY
Normalne jest, że jak zaczynamy w jakikolwiek sposób ograniczać swoje zachcianki kulinarne, w tym wypadku mamy dietę, to nasza podświadomość , natychmiast bije na alarm..............głód , głód........robić zapasy. No i zaczynamy odczuwać głód nawet jak to nie jest zgodne z prawdą.
Ja reagowałam w ten sposób , że wytrzymywałam, wytrzymywałam, wytrzymywałam .............a potem ścinałam się, że właśnie kończę pożerać na przykład jajęcznicę z 3 jaj na boczku. Zeznałam grzecznie to lekarzowi na kolejnej wizycie i dostałam .................zupy.

To , że można opychać się warzywami do woli , to jak sie okazuje dla zdeterminowanej podświadomości mało ważne jest. Ją można tylko zatkać czymś konkretnym, albo przynajmniej oszukać


Zupy można spożywać w razie głodu i co jest najcudowniejsze ...............
OPRÓCZ A NIE ZAMIAST POSIŁKÓW
Sporządzamy je na bazie warzyw i kostki rosołowej dowolnej firmy, ja używam vegety, dzięki temu są bardzo nisko kaloryczne, Można je zabielać jogurtem naturalnym lub mlekiem. Przepisy są tak skonstruowane, że wychodzi 2,5 - 3 litrów zupy. Świetnie się mrożą, więc ja dziele je na 2 lub 3 części i niepotrzebne w danym dniu zamrażam.
Można też regulować ilość składników i wychodzą gęstsze lub rzadsze. Ja wolę

1, Zupa jarzynowa:
zagotować 2,5 litra wody , dodać 1 - 2 kostki knorr lub winiary, do wrzątku wrzucić dowolną mrożonkę warzyw - do wyboru - kalafior, brokuły, seler, ciut marchwi, fasolka szparagowa, brukselka. Ja wrzucam co akurat mam z tego zestawu,. Gotować aż zmiękną, byle nie za bardzo, doprawić, ewentualnie zabielić łyżka jogurtu i jeść

2. Kapuśniak
Zagotować 2,5 l. wody , dodać 12 kostki, do wrzątku wrzucić 300g kiszonej kapusty, 200 g białej ( ja wolę włoską) i 150 g startej włoszczyzny, może być mrożona, Doprawiamy do smaku pieprzem , majerankiem i kminkiem, Gotujemy aż zmięknie, na koniec dodajemy duży słoik koncentratu pomidorowego( ja wole pomidory krojone z puszki , dodaje 2 puszki i jest ok) na talerz dodajemy łyżkę jogurtu.
3. Zupa z kapusty pekińskiej. Sama wymyśliłam bo kapusta mnie rozdyma chociaż ja lubię.
Pan doktor powiedział , że przepis jest ok
Zagotować 2 l wody dodać 2 kostki ale rosołowo- warzywne, 1 paczka włoszczyzny mrożonej, Pokrojona 1 średnia kapusta pekińska, . Doprawiamy : pieprz ziołowy, papryka, zioła prowansalskie, sok z połowy cytryny i można dodać w sezonie 2 świeże pomidory. Gotuje sie krótko i jest pyszna.
Zostały jeszcze 4 przepisy na zupy , ale już nie mam dzisiaj czasu, Jutro będę kontynuować.
Wrzucę parę przepisów na pasty do chleba.
I proszę zwrócić uwagę na to, że w zależności od rodzaju chleba , ilość kromek mieszczących się w 100 gramach jest różna. To też jest pole do oszukiwania podświadomości

no to by było dzisiaj na tyle.
środa, 10 kwietnia 2013
Jak schudłam 25 kg i co dalej , czyli ciąg dalszy
Jest jedna podstawowa, niewzruszona zasada - jeśli chcesz pozbyć się
kilogramów musisz znać swój bilans energetyczny, czyli całkowite
zapotrzebowanie na kalorie w ciągu doby .
Musisz wziąć pod uwagę ile masz lat, jaki tryb życia prowadzisz i ile ważysz.
Jak to już wiesz, to odejmujesz ok 1500 kcal i wychodzi ci średnia , w moim wypadku to było najpierw 2000 kcal, jak ważyłam 161 kg , a później 1700kcal. I ta, znacznie mniejsza od potrzebne twojemu cielsku, ilość kalorii powinna pomóc pozbyć się tłuszczu. 1700 kcal to olbrzymia ilość jedzenia zapewniam. Nigdy nie chodziłam głodna. i chudłam. A przecież na diecie 1000 kcal potrafiłam przytyć.
I tu jest właśnie pies pogrzebany.
Musiałam swoje odmęczyć , potem pójść w koszty, żeby się dowiedzieć o co chodzi.
A chodzi o metabolizm.
Mój , dzięki


wszystkim dietom , opisanym wcześniej , tak zwolnił, że tyłam od przysłowiowego powietrza.
Jestem , że większość osób walczących z kilogramami właśnie sama zapędza się w kozi róg.
Pół biedy jak ktoś intensywnie ćwiczy - ćwiczenia poprawiają metabolizm zdecydowanie.
Ale proszę przyznać się z ręką na sercu, ile z nas ma ochotę na ćwiczenia , jak już dieta to wyrzeczenie. Ja nie miałam. Uważałam, że jak prowadzę w miarę aktywny tryb życia to wystarczy.
A tu figa z makiem.
Owszem , odpowiednio ułożony sposób żywienia ruszył z miejsca mój metabolizm, ale tylko do pewnego momentu.
Potem chudłam coraz wolniej i popadałam w coraz większy marazm , bo wiedziałam doskonale co powinnam, a tak mi się cholernie nie chciało.
Potem zima - kolejna wymówka - no bo ja zawsze zapadam w sen zimowy - no i tak ważę 149 z haczkiem.
Ale ponieważ tą wagę z zakresem do 180 kg oddałam córce, a została mi ta do 150 kg z zaczęła mi się kończyć , to powiedziałam dość. Sama nie dam rady. A jak zaczne pisać , to taką mam naturę, że zacznę też robić.
No i zaczęłam. To by było na tyle jeśli chodzi o dodatkowe wyjaśnienia.
Teraz wracam do mojego planu żywienia.
Jeszcze uwaga dodatkowa ja mam założone 4 posiłki . Wiem, że niektórzy pracowali w cyklu 5 posiłków na dzień.
No i jeszcze jedno , ważne ......ja ograniczam sól maksymalnie z dwóch powodów. Po pierwsze sól zatrzymuje wodę w organizmie, i waga rośnie a ja miewam skoki ciśnienia , których chcę się pozbyć w czym sól nie pomaga.
Już
1. Zawsze zjadaj wszystkie cztery posiłki. Nie wolno pominąć żadnego z nich
2. Śniadanie należy zjeść zawsze bez względu na godzinę o której się wstaje i należy je zjeść w ciągu nieprzekraczalnej 1 godziny od obudzenia.
3. Pijemy jak najwięcej powyżej 1,5 litra, ale napojów które są dozwolone.
4 . Głodu między posiłkami można się pozbyć dojadając warzywami takimi jak : pomidory, ogórki, kapusta, jarmuż, kalafior- ( świetny gotowany na zimno jako przekąska , tak samo jak brokuł ) sałata, rukola , papryka, seler naciowy, szpinak, rzodkiewka, rzepa, brukselka, cykoria, grzyby, cukinia, kabaczek , dynia, szparagi, bakłażan, cebula, fasolka szparagowa - w sezonie gotuję kilo dziennie i zajadam na zimnio z ćwiartkami pomidora.....pycha.
Mogą być surowe , gotowane , kiszone lub konserwowane, bez dodatku majonezu czy śmietany.
Warzywa korzeniowe: marchew, pietruszka, seler, buraki do 600g na dzień.
Tu od razu wpisuję moją uwagę - warzywa na surowo bardzo szybko się przejadają przynajmniej mnie.
Ja mam taki patent : seler, dużo pietruszki bo słodka, i trochę marchwi - kroję w słupki jak na duże fryty i gotuję 15 min na parze. Mam taki garnek więc to żaden problem . Potem w moździeżu ( dostałam taki kamienny od córki - super rzecz ) ucieram łyżkę ziaren kolendry, łyżeczkę oregano, dodaje sok z połowy cytryny i garść posiekanej zielonej pietruszki. Wszystko razem mieszam w dużej misce do sałatek. Doskonałe na zimno i ciepło i właściwie bez kalorii. Tylko trzeba dodawać mało marchwi, bo jak się ją ugotuje to zaraz się skądyś biorą w niej kalorie
UFFFFFFFFFFFF no to dalej
5. Pieczywa nie smarujemy ani masłem ani margaryną, Za to smarujemy chrzanem, musztardą i keczupem - naprawdę można odzwyczaić się od masła .
Ja mam jeszcze parę pomysłów na smarowanie pieczywa.
Świetnie się smaruje gęstym jogurtem pod ogórek surowy lub pomidor albo rzodkiewkę, Wszystkie pasty na bazie jajka, kefiru i jogurtu.
No kurde
można fantazjować do woli.
No i teraz mój ukochany punkt .
Pan doktór mi to tak wytłumaczył.
" to że się odchudzamy nie może być karą ani dla nas , ani dla naszych bliskich, więc może się zdarzyć , że popełnimy grzeszek - byle rzadko
- nie ma co szat rozdzierać, Posiłki zaplanowane jemy normalnie , a co najwyżej serwujemy sobie dodatkowe 30 min np.rowerka, No 
Ależ się rozpisałam. Starczy na dzisiaj.
Jutro opiszę mój ulubiony temat -------------zupy.
Są świetne. i to by było na tyle.
Musisz wziąć pod uwagę ile masz lat, jaki tryb życia prowadzisz i ile ważysz.
Jak to już wiesz, to odejmujesz ok 1500 kcal i wychodzi ci średnia , w moim wypadku to było najpierw 2000 kcal, jak ważyłam 161 kg , a później 1700kcal. I ta, znacznie mniejsza od potrzebne twojemu cielsku, ilość kalorii powinna pomóc pozbyć się tłuszczu. 1700 kcal to olbrzymia ilość jedzenia zapewniam. Nigdy nie chodziłam głodna. i chudłam. A przecież na diecie 1000 kcal potrafiłam przytyć.
I tu jest właśnie pies pogrzebany.

Musiałam swoje odmęczyć , potem pójść w koszty, żeby się dowiedzieć o co chodzi.
A chodzi o metabolizm.
Mój , dzięki




Jestem , że większość osób walczących z kilogramami właśnie sama zapędza się w kozi róg.
Pół biedy jak ktoś intensywnie ćwiczy - ćwiczenia poprawiają metabolizm zdecydowanie.
Ale proszę przyznać się z ręką na sercu, ile z nas ma ochotę na ćwiczenia , jak już dieta to wyrzeczenie. Ja nie miałam. Uważałam, że jak prowadzę w miarę aktywny tryb życia to wystarczy.
A tu figa z makiem.
Owszem , odpowiednio ułożony sposób żywienia ruszył z miejsca mój metabolizm, ale tylko do pewnego momentu.
Potem chudłam coraz wolniej i popadałam w coraz większy marazm , bo wiedziałam doskonale co powinnam, a tak mi się cholernie nie chciało.

Potem zima - kolejna wymówka - no bo ja zawsze zapadam w sen zimowy - no i tak ważę 149 z haczkiem.
Ale ponieważ tą wagę z zakresem do 180 kg oddałam córce, a została mi ta do 150 kg z zaczęła mi się kończyć , to powiedziałam dość. Sama nie dam rady. A jak zaczne pisać , to taką mam naturę, że zacznę też robić.
No i zaczęłam. To by było na tyle jeśli chodzi o dodatkowe wyjaśnienia.
Teraz wracam do mojego planu żywienia.
Jeszcze uwaga dodatkowa ja mam założone 4 posiłki . Wiem, że niektórzy pracowali w cyklu 5 posiłków na dzień.
No i jeszcze jedno , ważne ......ja ograniczam sól maksymalnie z dwóch powodów. Po pierwsze sól zatrzymuje wodę w organizmie, i waga rośnie a ja miewam skoki ciśnienia , których chcę się pozbyć w czym sól nie pomaga.
Już
1. Zawsze zjadaj wszystkie cztery posiłki. Nie wolno pominąć żadnego z nich
2. Śniadanie należy zjeść zawsze bez względu na godzinę o której się wstaje i należy je zjeść w ciągu nieprzekraczalnej 1 godziny od obudzenia.
3. Pijemy jak najwięcej powyżej 1,5 litra, ale napojów które są dozwolone.
4 . Głodu między posiłkami można się pozbyć dojadając warzywami takimi jak : pomidory, ogórki, kapusta, jarmuż, kalafior- ( świetny gotowany na zimno jako przekąska , tak samo jak brokuł ) sałata, rukola , papryka, seler naciowy, szpinak, rzodkiewka, rzepa, brukselka, cykoria, grzyby, cukinia, kabaczek , dynia, szparagi, bakłażan, cebula, fasolka szparagowa - w sezonie gotuję kilo dziennie i zajadam na zimnio z ćwiartkami pomidora.....pycha.

Mogą być surowe , gotowane , kiszone lub konserwowane, bez dodatku majonezu czy śmietany.
Warzywa korzeniowe: marchew, pietruszka, seler, buraki do 600g na dzień.
Tu od razu wpisuję moją uwagę - warzywa na surowo bardzo szybko się przejadają przynajmniej mnie.
Ja mam taki patent : seler, dużo pietruszki bo słodka, i trochę marchwi - kroję w słupki jak na duże fryty i gotuję 15 min na parze. Mam taki garnek więc to żaden problem . Potem w moździeżu ( dostałam taki kamienny od córki - super rzecz ) ucieram łyżkę ziaren kolendry, łyżeczkę oregano, dodaje sok z połowy cytryny i garść posiekanej zielonej pietruszki. Wszystko razem mieszam w dużej misce do sałatek. Doskonałe na zimno i ciepło i właściwie bez kalorii. Tylko trzeba dodawać mało marchwi, bo jak się ją ugotuje to zaraz się skądyś biorą w niej kalorie

UFFFFFFFFFFFF no to dalej
5. Pieczywa nie smarujemy ani masłem ani margaryną, Za to smarujemy chrzanem, musztardą i keczupem - naprawdę można odzwyczaić się od masła .
Ja mam jeszcze parę pomysłów na smarowanie pieczywa.
Świetnie się smaruje gęstym jogurtem pod ogórek surowy lub pomidor albo rzodkiewkę, Wszystkie pasty na bazie jajka, kefiru i jogurtu.
No kurde

No i teraz mój ukochany punkt .
Pan doktór mi to tak wytłumaczył.
" to że się odchudzamy nie może być karą ani dla nas , ani dla naszych bliskich, więc może się zdarzyć , że popełnimy grzeszek - byle rzadko


Ależ się rozpisałam. Starczy na dzisiaj.
Jutro opiszę mój ulubiony temat -------------zupy.
Są świetne. i to by było na tyle.
wtorek, 9 kwietnia 2013
Jak nie tyć i normalnie żyć - ciąg dalszy
Wczoraj zaznaczyłam na czerwono placki ziemniaczane, owoce suszone, pestki, orzechy, miód i właściwie powinnam zaznaczyć też masło.
Jak już pisałam wcześniej, przećwiczyłam to na własnej skórze i mam nadzieję , że powrót do sprawdzonego sposobu , pomoże mi najpierw zatrzymać tycie a potem zacznę chudnąc. Sprawa jest o tyle poważna, że dzisiaj znów mnie jest o 80 dkg więcej. No bo po pierwsze , wczoraj wytrzymałam do popołudnia a potem przyszedł wieczór i popełniałam jedno przestępstwo za drugim. A to pół prince polo, a to woda ze słodkim sokiem, a to kromeczka i zaraz potem hop do łózka. No i co ..................kłopoty...........już trzeci dzień nic.
No to waga w górę.
Więc dzisiaj z rana wrąbałam garść rzeżuchy z otrębami owsianymi i jogurtem i coś się zaczyna ruszać. Sama też powinnam parę skłonów , bo to pomaga , ale na razie piszę. Taaaaaaa

No i odstawiłam sól. Bo jak mam zaparcie to ciśnienie w górę. Oj same problemy.

A wracając do tych wczorajszych zaznaczeń. To tak :
Placki ziemniaczane - uwielbiam , na przykład z jogurtem. Więc znalazłam obejście,
150 g ziemniaków, ścieram, odsączam, dodaję majeranku i pieprzu i soli , 1 jajko, mąki ziemniaczanej ile trzeba, żeby było odpowiednio gęste i chlust na nieprzywierającą patelnię, a potem do tego jogurcik albo kefirek i da się.

Owoce suszone są niebezpieczne, bo trudno określić ile można ich zjeść . Bo 200 g to np. ok 2 jabłek surowych czyli musimy sami zrobić susz z tych 2 jabłek i porcjować. Ja przynajmniej tak robię . to wcale nie jest bardziej pracochłonne.
Pestki i orzechy traktuję jak tłuszcz. Doświadczenie mówi mi, że powinnam parę orzechów w tygodniu spożyć albo pestek z dyni, bardzo zdrowych zresztą. Więc się nie przejmuję i dodaję do surówek lub deserów z jogurtu po parę łyżek na tydzień. a staram się uszczknąć tu i uwdzie po pół łyżeczki oleju.
Miód to bardzo zdrowy produkt. Doskonały na zaparcie i na wzmocnienie. I znowu nie w nadmiarze oczywiście , ale co jakiś czas , jak uważam, że jest to potrzebne , rozpuszczam płaską łyżeczkę miodu w pół szklanki wody - wieczorem, a rano na czczo .- chlup. I jest ok

Masło - ja się całkowicie odzwyczaiłam. Wręcz mi nie smakuje na chlebie, ale rozumiejąc zasadę, że wszystko jest potrzebne , no bo w maśle rozpuszcza się łatwo witamina C , to np. rybę zrobioną na parze ozdabiam wiórkiem masła itp.
Jest jeszcze szmalczyk. Zakazany, bo wieprzowy, ale jak mnie najdzie ............znaczy że organizm potrzebuje, to kromeczkę walnę ze szmalczykiem domowej roboty. A nachodzi mnie średnio raz na 3 - 4 miesiące. Czyli nie utyję od tego .

No i zawsze najważniejsze są ćwiczenia ..................czyli to czego nie robiłam do tej pory, ale od jakiegoś czasu codziennie, czasem co parę dni, udaje mi się poćwiczyć.
To co wczoraj wkleiłam to to ogólne zasady dotyczące produktów a teraz ogólnie jak rozłożyć na posiłki. W szczegóły będę się bawić w kolejne dni.
A teraz kolejna tabelka. Ciut bardziej szczegółowa. Można juz włączać wyobraźnię i działać, albo poczekać na ciąg dalszy.
| | |
Porcje na cały dzień do poszczególnych posiłków
|
A to podmianka
| |
1
|
Produkty węglowodanowe
|
1 śniadanie
|
Pieczywo razowe, graham, żytnie , bez ziaren W sumie 300g podzielone na:
|
100g
|
100 g pieczywa można zamienić na 50 g ryżu, kaszy, makaronu, płatków owsianych i jęczmiennych
|
2 śniadanie
|
100g
| ||||
kolacja
|
100g
| ||||
obiad
|
Ziemniaki 200g ( 300g)
|
Na 50 g( 75g ) ryżu kaszy, makaronu lun 200g (300 g) kukurydzy
| |||
2
|
Produkty białkowe
|
1 śniadanie
|
Chude : wędliny, ryby, twaróg, oraz jaja w sumie 150 g podzielone na :
|
50g
|
Na 50 g fasoli, grochu, cieciorki, soczewicy, soi
|
2 śniadanie
|
50g
| ||||
kolacja
|
50g
| ||||
obiad
|
Chude mięso, ryba, twaróg ? 130 g (150g )
|
Można zamienić na 2 jaja( 2 i 1/2 )lub 130 g (150 g) fasoli, grochu, cieciorki, soczewicy, soi
| |||
3
|
Tłuszcze
|
Do podzielenia między posiłki
|
Olej / Oliwa
|
15g - 3 małe łyżeczki (20g - 4 małe łyżeczki)
|
5 g oliwy można wymienić na 7 g sosu pesto
|
4
|
Napoje mleczne
|
Do posiłków lub jako przekąska
|
Mleko 0,5 ? 1,5 tłuszczu
|
350g (500g)
|
Zamieniamy na taka samą ilość kefiru , jogurtu, maślanki - do 60kcal/100 g
|
5
|
owoce
|
Do posiłków lub jako przekąska
|
owoce
|
200g
(250 g)
| |
6
|
Warzywa
|
Do posiłków lub jako przekąska
|
Bez ograniczeń
| | |
Dzienna racja dla ok. 1700 kcal . W nawiasach , na czerwono to dane dla ok. 2000kcal
Waga ziemniaków surowych jest taka sama jak gotowanych,
Makaron, ryż, kasza, płatki - to waga suchych produktów , przed gotowaniem
Są przecież jeszcze zasady, ważne, by to wszystko działało, dodatkowe warunki, przepisy . Oj długo ja jeszcze będę
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
I dieta i sposób na życie
Właśnie, to nie dieta , tylko sposób na życie.
Sprawdziłam na sobie . W pierwszym etapie schudłam prawie 25 kg i się przestraszyłam, że mi tak dobrze idzie , a może to moja podświadomość zadziałała.
Jak..........a no tak. Jak schudniesz to juz nie da się wszystkich niemożności zwalać na tłuszcz. No i zacięło mnie.
Potem się osunęłam w sobie........zawsze lubiłam iść na łatwiznę.
Ale wiosna.............wiosna........... Więc zaczynam drugi etap.
Kiedyś obiecałam, że przedstawię te zasady. Zapłaciłam za nie , a właściwie Książę małżonek zapłacił. I wiem , że niewiele z nas stać na wizyty bo i daleko może być i cholernie drogo. Ale mnie tu pomogły miłe osoby to ja teraz po kawałeczku wsio opiszę.
Dużo tego , więc zajmie to parę dni. Przy okazji sama zacznę spokojnie, a właściwie już zaczęłam.
Rano owsianka tzn 50 g płatków owsianych, 100g chudego twarogu i 80 g mleka , to było o 6,30
a o 10,10 łyżeczka oleju 1 cebula, pół papryki, pomidor i pół główki sałaty, sok z cytryny , ciut soli . Cebule na patelnie , na oleju, potem paparykę, potem pomidor pokrojony a potem pokrojona sałatę , pomieszać , szybko , sałata jakby przywiędnie i gotowe. 100 g chleba do tego i drugie śniadanko gotowe.
Teraz wkleję pierwszą część "sposobu na życie Opcji"
Te czerwone zaznaczenie będą wieczorem komentowane może zdążę a jak nie to jutro .Jutro też wkleję i omówię zasady żywienia. Teraz niestety muszę iść popracować.
PS .. I już mam grzecha,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
Odmrażałam boczuś faszerowany ze Świat , no i odmroziłam, i zanim się
zorientowałam to juz plasterek pół cm gruby na kromeczce razowej
bagietki z sałatką z zielonych pomidorków był zrobiony, Ścięłam się jak
wędrował ten ładuneczek do ust. Ale prędzej bym sobie rękę uciupała niż ja z drogi zawróciła.
I tak oto pierwszy grzech na nowej drodze zaliczyłam . , ale nic to , ciężką gimastyką na rozgrzeszenie zapracuję.
W każdym posiłku musi być jakiś z trzech powyższych elementów.
Sprawdziłam na sobie . W pierwszym etapie schudłam prawie 25 kg i się przestraszyłam, że mi tak dobrze idzie , a może to moja podświadomość zadziałała.
Jak..........a no tak. Jak schudniesz to juz nie da się wszystkich niemożności zwalać na tłuszcz. No i zacięło mnie.
Potem się osunęłam w sobie........zawsze lubiłam iść na łatwiznę.
Ale wiosna.............wiosna........... Więc zaczynam drugi etap.
Kiedyś obiecałam, że przedstawię te zasady. Zapłaciłam za nie , a właściwie Książę małżonek zapłacił. I wiem , że niewiele z nas stać na wizyty bo i daleko może być i cholernie drogo. Ale mnie tu pomogły miłe osoby to ja teraz po kawałeczku wsio opiszę.
Dużo tego , więc zajmie to parę dni. Przy okazji sama zacznę spokojnie, a właściwie już zaczęłam.
Rano owsianka tzn 50 g płatków owsianych, 100g chudego twarogu i 80 g mleka , to było o 6,30
a o 10,10 łyżeczka oleju 1 cebula, pół papryki, pomidor i pół główki sałaty, sok z cytryny , ciut soli . Cebule na patelnie , na oleju, potem paparykę, potem pomidor pokrojony a potem pokrojona sałatę , pomieszać , szybko , sałata jakby przywiędnie i gotowe. 100 g chleba do tego i drugie śniadanko gotowe.
Teraz wkleję pierwszą część "sposobu na życie Opcji"
Te czerwone zaznaczenie będą wieczorem komentowane może zdążę a jak nie to jutro .Jutro też wkleję i omówię zasady żywienia. Teraz niestety muszę iść popracować.
PS .. I już mam grzecha,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,

I tak oto pierwszy grzech na nowej drodze zaliczyłam . , ale nic to , ciężką gimastyką na rozgrzeszenie zapracuję.
Posiłek
Białko stałe Węglowodan
złożony Warzywa
- chude mięso -
pieczywo - w ilości i postaci
- chuda wędlina -
ziemniaki dowolnej do
- chuda ryba -
ryż posiłków i między
- chudy twaróg -
kasza posiłkami
- jajko -
makaron
- nasiona strączkowe -
płatki owsiane
i jęczmienne
Lp.
|
Nazwa ogólna
|
Produkty zalecane
|
A te produkty to raczej nie!!!!
|
1
|
Napoje
|
Woda mineralna, herbaty, kawa - wszystko bez cukru
|
Kupne soki owocowe, słodkie napoje gazowane , napoje
słodzone, kakao, alkohol
|
2
|
Pieczywo i produkty zbożowe
|
Chleb razowy, graham żytni lub pszenno-żytni bez ziaren
słonecznika, soi, sezamu.
Dowolne kasze, makarony, ryż, płatki owsiane, jęczmienne
|
Słodkie płatki do mleka , białe pieczywo pszenne, bułki, Pieczywo
chrupkie, z ziarnami, wafle ryżowe, słodkie płatki, musli
|
3
|
Ziemniaki
|
Gotowane, pieczone, puree – bez masła i śmietany
|
Kluski ziemniaczane, frytki, ziemniaki smażone i placki ziemniaczane , ale smażone na tłuszczu
|
4
|
Mięso, wędliny, ryby
|
Chude mięso wołowe, cielęce i drobiowe, czasem wątróbka,
Chude ryby , świeże, wędzone i ew. z puszki , ale w sosie
własnym. Owoce morza
|
Tłusty drób: gęsi i kaczki,
Wieprzowina i wędliny wieprzowe,
Pasztety , tłuste ryby
Mięso panierowane
Ryby w oleju i pomidorach
|
5
|
Mleko i przetwory mleczne
|
Chude mleko 0,5 – 1,5%
Kefiry , jogurty, maślanki do 60kcal/100g
Chudy i półtłusty twaróg max do 8% tłuszczu i 130
kcal/100g
Serki do 85 tłuszczu
|
Wszystko co powyżej poprzednich norm
Sery żółte, topione i pleśniowe.
|
6
|
Jajka
|
W dowolnej postaci wymienne z mięsem, rybami, twarogiem i
wędlinami do 4 szt/ tydzien
|
|
7
|
Tłuszcze
|
Oliwa , oleje roślinne
2 – 5 małych łyżeczek - ilość
zgodna z dieta
|
Masło, śmietana , smalec, boczek, margaryny roślinne,
|
8
|
Warzywa
|
Wszystkie w postaci surowej, gotowanej, kiszonej,
marynowanej bez dodatku tłuszczu, Kukurydza zamiennie z ziemniakami w
proporcji 1 : 1
Suche nasiona roślin strączkowych w zamian za 100g
mięsa jako wymiennik:
100g fasoli lub grochu, bobu, jak jest z puszki lub już gotowany
, a 35g jeśli nasiona są suche.
|
Oliwki
|
9
|
Owoce
|
Prawie wszystkie , wyjątki obok , w ilości 150 -300 g , w zależności od
diety
|
Banany, awokado, winogrona, owoce w syropach, dżemy,
słodzone przetwory
Owoce suszone i
kandyzowane, orzechy i pestki
|
10
|
zupy
|
Jarzynowe na chudych wywarach zabielane mlekiem lub
jogurtem
|
Z dodatkiem ryżu, ziemniaków, makaronu, mięsa, tłuste
zaprawiane mąka lub zasmażka.
|
11
|
przyprawy
|
wszystkie
|
Majonez i sosy majonezowe
|
12
|
inne
|
Cukier , miód, gotowe dania , pizza, hamburgery , Fast food
|
Znowu jest źle !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Przecież nie zawsze tryskam optymizmem, chociaż czasem piszę śmieszne rzeczy o sobie. 
Czasem jak coś piszę to jakbym nie o sobie pisała , bo wyć mi się chce,
a tekst taki bardziej optymistyczny jest.
No dobra , to technika motywacji, Chcę sama siebie przekonać , że jest dobrze nawet jak jest źle.
Teraz tez do końca nie jest tak tragicznie. To ,że znowu waga czołga się do góry to było zaplanowane ryzyko.
No bo udało mi się przestać palić . A stało sie to 3 marca 2013 i co.
I psinco.
Z dziką satysfakcja przyglądam się jak co i rusz waga pokazuje więcej.
Nawet wiem czemu.
Bo jak już przestałam palić, to moje ego doszło do wniosku, że coś mi się należy ........... i ni stąd , ni zowąd zaczęłam napychać się słodyczami, a one nawet mi nie smakują.
Po za tym oczywiście nie ćwiczę , tylko ..............no właśnie. To mi pachnie czymś na kształt - " czekając na Godota" , no albo stara kobieta wysiaduje.
Niby tak mądra jestem a robię wszystko.................nie właściwie to nie robię nic.
Zwalam tą swoją nieruchawość na pracę na kompie i siedzę......siedzę.........siedzę.
W tak zwanym miedzy czasie minęły mi Święta. Wiadomo ćwiczyć sie nie da bo robota jest.
Po świętach byłam zmęczona.
No a teraz jestem wkurzona.
Zaczynam przypominać bekę sadła . Przedtem tez tak wyglądałam, tyle że byłam wyjątkowo ruchliwą beką sadła , a teraz stałam się stacjonarną beką.
Do tego permanentny brak kasy.
Przez to, że straciłam we wrześniu pracę, popadłam w kłopoty. Wyjdę z nich ,na prostą koło lipca. Ale po raz kolejny okazało się , że nawet najprostsza dieta, to dodatkowe wydatki. Ale co tam.
Jak zaczynałam pisać ten tekst to byłam wściekła, teraz jestem zdesperowana.
Po raz kolejny udowodniłam sobie , że wylewanie z siebie frustracji, to przynajmniej w moim wypadku , pomaga.
No to zaczynamy.
Za małą chwilkę dodam jeszcze zasady ............Moje zasady odżywiania...........które już pomogły mi schudnąć 25 kg.
Będzie to osobny wpis.
Teraz idę ćwiczyć.
I niczego sobie nie obiecuję .
Tylko taką mam nadzieję , że uda mi się przez tą druga połowę mojego życia przejść jako radosna i SPRAWNA osoba.

Czasem jak coś piszę to jakbym nie o sobie pisała , bo wyć mi się chce,

No dobra , to technika motywacji, Chcę sama siebie przekonać , że jest dobrze nawet jak jest źle.
Teraz tez do końca nie jest tak tragicznie. To ,że znowu waga czołga się do góry to było zaplanowane ryzyko.
No bo udało mi się przestać palić . A stało sie to 3 marca 2013 i co.
I psinco.

Z dziką satysfakcja przyglądam się jak co i rusz waga pokazuje więcej.
Nawet wiem czemu.
Bo jak już przestałam palić, to moje ego doszło do wniosku, że coś mi się należy ........... i ni stąd , ni zowąd zaczęłam napychać się słodyczami, a one nawet mi nie smakują.

Po za tym oczywiście nie ćwiczę , tylko ..............no właśnie. To mi pachnie czymś na kształt - " czekając na Godota" , no albo stara kobieta wysiaduje.
Niby tak mądra jestem a robię wszystko.................nie właściwie to nie robię nic.
Zwalam tą swoją nieruchawość na pracę na kompie i siedzę......siedzę.........siedzę.
W tak zwanym miedzy czasie minęły mi Święta. Wiadomo ćwiczyć sie nie da bo robota jest.
Po świętach byłam zmęczona.
No a teraz jestem wkurzona.
Zaczynam przypominać bekę sadła . Przedtem tez tak wyglądałam, tyle że byłam wyjątkowo ruchliwą beką sadła , a teraz stałam się stacjonarną beką.
Do tego permanentny brak kasy.
Przez to, że straciłam we wrześniu pracę, popadłam w kłopoty. Wyjdę z nich ,na prostą koło lipca. Ale po raz kolejny okazało się , że nawet najprostsza dieta, to dodatkowe wydatki. Ale co tam.
Jak zaczynałam pisać ten tekst to byłam wściekła, teraz jestem zdesperowana.
Po raz kolejny udowodniłam sobie , że wylewanie z siebie frustracji, to przynajmniej w moim wypadku , pomaga.
No to zaczynamy.
Za małą chwilkę dodam jeszcze zasady ............Moje zasady odżywiania...........które już pomogły mi schudnąć 25 kg.
Będzie to osobny wpis.
Teraz idę ćwiczyć.
I niczego sobie nie obiecuję .
Tylko taką mam nadzieję , że uda mi się przez tą druga połowę mojego życia przejść jako radosna i SPRAWNA osoba.
czwartek, 24 stycznia 2013
Cudem boskim.............
Cudem boskim przetrwałam Święta i Nowy rok. No niby już styczeń się kończy a ja nic. No nie całkiem. Udało mi się suma sumarum nie utyć.
.
Choć przyznaję ...żarłam a nie jadłam . Miałam ze 3 wilcze ataki głodu po drodze no i słodycze zaczęły mi nagle smakować
Z tymi słodyczami to mam proste wytłumaczenie. Wszystko jest potrzebne , a w czekoladzie jest sporo łatwo przyswajalnego magnezu . Więc chyba to była potrzeba organizmu. No ale póki co jest ok.
Dalej ważę 143 kg . Chociaż w okolicy Nowego Roku było już 146 kg.
Wystarczyło tylko trochę wysiłku. Przestrzegania jadłospisu od dietetyka i już 3 kg mniej.
Przyznaję , że nie pisze wtedy kiedy mi wstyd lub mam doła. A wstyd mi było ostatnio strasznie bo ciągle walczę z papierosami. Mimo ,że już biłam sie w piersi , że już koniec, to zaraz potem coś w środku zaskowyczało ....a jak przytyjesz znowu 20 kg to co
.
No i "hajda trojka śnieg puszystyj" ..w to mi graj.
Dalej paliłam.
Nie raz powtarzam prawdę potwierdzoną przez wielu mądrych ludzi .
Organizm się przyzwyczaja . Organizm nie lubi zmian.
Cały proces odchudzania i odchodzenia od nałogów to przekonanie samego siebie do konkretnych celów. I do zmian.
I zawsze łatwiej jest nic nie robić albo odkładać na potem ......bo coś innego mamy do roboty , albo przeżyć to wszystko .......WIRTUALNIE.
A jak się ma jeszcze doła to już w ogóle łatwizna z tym nic nie robieniem.
Ja mam doła. Nie będę tu rozdzierać szat , ale było tak. Miałam kredyt - płaciłam 420 zeta miesiecznie , i emerytura + praca zapewniona do końca roku wszystko ładnie się zgadzało. Az tu wyleciałam z pracy końcem sierpnia i .....klops. Bo po opłaceniu raty i opłat które ja płacę ( telefon , internet ) ( mąż płaci resztę ) zostawało mi ZEROOOOOOOOO
No to tak wytrzymałam z oszczędnościami wrzesień i październik. W listopadzie było już cienko a grudzień to była załamka. No bo Święta , prezenty a ja bez kasy. Natychmiast zaczęłam żreć i palić . Awantura za awanturą, bo mąż też nie wyrabiał , a same moje papierosy 350 zeta miesięcznie. Ale przetrwałam. Ostania ratę zapłaciłam na początku grudnia. Ale narobiłam innych zaległości. Na szczęście te inne mogę ciut poprzesuwać i jakoś powoli , myślę , że do końca marca wyczołgam się na zero.
No i cały czas szukałam i szukam pracy . Tu też załamka. No bo po pierwsze .....kryzys. Więc pracodawcy z góry zakładają, że właściwie to ja im powinnam płacić , za łaskę przyjęcia na etat . A jak już mogę mieć pracę to np. za pół etatu na czarno 400 zeta. Przy czym te pół to jak się policzy to właściwie cały. a dojazdy.
Po drugie wyszło mi jako pewnik, że po 60-dziesiatce to sie cierpi obligatoryjnie na rozmiękczenie mózgu. I zazwyczaj daje mi to do zrozumienia dziad w okolicach 70 latek pozujący na macho.
.
Jak zwał tak zwał , pracy niet. Jak jakaś normalna oferta to zaraz ze 100 cv i jakie ja mam szanse.
Rzuciłam się na tak zwana "pracę zdalną" . Ale tu trzeba mieć dopiero farta. Żeby najpierw pracę dorwać a potem nie trafić na oszusta. Co to pracę owszem da , ale nie zapłaci.
Ale pora na podsumowanie.
Na samym dnie już nie jestem. Całkiem nieźle mi idzie ograniczanie palenie - z 40 dziennie zeszłam do 10.
Zapoznałam się z dietą Dash. No i wyszło mi ,że to prawie to samo co mój jadłospis. więc pomieszam ciut i będzie jeszcze lepiej.
Obiecywałam sobie , że wpisze zasady mojego jadłospisu, ale w ferworze porządków gdzieś mi się zapodziała teczka z tym wszystkim.
Ale znalazłam ją i w końcu zacząć wpisywać zasady.
No i nareszcie zaczęłam ćwiczyć. Kręcę pedałkami i macham górnymi odnóżami 2 x dziennie po 7 min. Zaczęłam tydzień temu - 2 razy dziennie po 5 min. Już jest lepiej.
Powoli znowu przyzwyczajam moją super zachowawczą i leniwa podświadomość do zmian.
BO WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ I KOŃCZY W GŁOWIE

Choć przyznaję ...żarłam a nie jadłam . Miałam ze 3 wilcze ataki głodu po drodze no i słodycze zaczęły mi nagle smakować

Z tymi słodyczami to mam proste wytłumaczenie. Wszystko jest potrzebne , a w czekoladzie jest sporo łatwo przyswajalnego magnezu . Więc chyba to była potrzeba organizmu. No ale póki co jest ok.
Dalej ważę 143 kg . Chociaż w okolicy Nowego Roku było już 146 kg.
Wystarczyło tylko trochę wysiłku. Przestrzegania jadłospisu od dietetyka i już 3 kg mniej.
Przyznaję , że nie pisze wtedy kiedy mi wstyd lub mam doła. A wstyd mi było ostatnio strasznie bo ciągle walczę z papierosami. Mimo ,że już biłam sie w piersi , że już koniec, to zaraz potem coś w środku zaskowyczało ....a jak przytyjesz znowu 20 kg to co

No i "hajda trojka śnieg puszystyj" ..w to mi graj.
Dalej paliłam.
Nie raz powtarzam prawdę potwierdzoną przez wielu mądrych ludzi .
Organizm się przyzwyczaja . Organizm nie lubi zmian.
Cały proces odchudzania i odchodzenia od nałogów to przekonanie samego siebie do konkretnych celów. I do zmian.
I zawsze łatwiej jest nic nie robić albo odkładać na potem ......bo coś innego mamy do roboty , albo przeżyć to wszystko .......WIRTUALNIE.
A jak się ma jeszcze doła to już w ogóle łatwizna z tym nic nie robieniem.
Ja mam doła. Nie będę tu rozdzierać szat , ale było tak. Miałam kredyt - płaciłam 420 zeta miesiecznie , i emerytura + praca zapewniona do końca roku wszystko ładnie się zgadzało. Az tu wyleciałam z pracy końcem sierpnia i .....klops. Bo po opłaceniu raty i opłat które ja płacę ( telefon , internet ) ( mąż płaci resztę ) zostawało mi ZEROOOOOOOOO
No to tak wytrzymałam z oszczędnościami wrzesień i październik. W listopadzie było już cienko a grudzień to była załamka. No bo Święta , prezenty a ja bez kasy. Natychmiast zaczęłam żreć i palić . Awantura za awanturą, bo mąż też nie wyrabiał , a same moje papierosy 350 zeta miesięcznie. Ale przetrwałam. Ostania ratę zapłaciłam na początku grudnia. Ale narobiłam innych zaległości. Na szczęście te inne mogę ciut poprzesuwać i jakoś powoli , myślę , że do końca marca wyczołgam się na zero.

No i cały czas szukałam i szukam pracy . Tu też załamka. No bo po pierwsze .....kryzys. Więc pracodawcy z góry zakładają, że właściwie to ja im powinnam płacić , za łaskę przyjęcia na etat . A jak już mogę mieć pracę to np. za pół etatu na czarno 400 zeta. Przy czym te pół to jak się policzy to właściwie cały. a dojazdy.
Po drugie wyszło mi jako pewnik, że po 60-dziesiatce to sie cierpi obligatoryjnie na rozmiękczenie mózgu. I zazwyczaj daje mi to do zrozumienia dziad w okolicach 70 latek pozujący na macho.

Jak zwał tak zwał , pracy niet. Jak jakaś normalna oferta to zaraz ze 100 cv i jakie ja mam szanse.
Rzuciłam się na tak zwana "pracę zdalną" . Ale tu trzeba mieć dopiero farta. Żeby najpierw pracę dorwać a potem nie trafić na oszusta. Co to pracę owszem da , ale nie zapłaci.
Ale pora na podsumowanie.
Na samym dnie już nie jestem. Całkiem nieźle mi idzie ograniczanie palenie - z 40 dziennie zeszłam do 10.
Zapoznałam się z dietą Dash. No i wyszło mi ,że to prawie to samo co mój jadłospis. więc pomieszam ciut i będzie jeszcze lepiej.
Obiecywałam sobie , że wpisze zasady mojego jadłospisu, ale w ferworze porządków gdzieś mi się zapodziała teczka z tym wszystkim.
Ale znalazłam ją i w końcu zacząć wpisywać zasady.
No i nareszcie zaczęłam ćwiczyć. Kręcę pedałkami i macham górnymi odnóżami 2 x dziennie po 7 min. Zaczęłam tydzień temu - 2 razy dziennie po 5 min. Już jest lepiej.
Powoli znowu przyzwyczajam moją super zachowawczą i leniwa podświadomość do zmian.
BO WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ I KOŃCZY W GŁOWIE
Subskrybuj:
Posty (Atom)