Od pięciu dni jestem na diecie warzywno-owocowej a od wczoraj chodzi za mną chleb. No nie dosłownie, po prostu czuję zapach i smak chleba i mam na niego ogromną ochotę. Po godzinach przemyśleń doszłam do wniosku że tylko słowo pisane mnie uratuje bo póki co dieta idzie mi nieźle.
Ale od początku. Od prawie czterech lat nie pisałam bo najpierw wpadłam w koleiny i zwyczajnie nie chciało mi się cokolwiek zrobić, a potem życie skopało mi tyłek - bardzo boleśnie.
Zostałam sama. Przez pierwsze 8 miesięcy siedziałam w domu i paliłam - momentami nawet 60 dziennie. . No i jeszcze wykonywałam czynności których nie dało się uniknąć.
No a potem życie postawiło mnie przed wyborem. Okazało się że jednak nie chcę umierać. no więc musiałam żyć. poszłam do pracy. Syn , któremu skończyła się praca blisko domu - wyjechał, no i mimo, że mam rodzinę to jestem sama. I sama muszę rozwiązywać kolejne problemy.
To bycie samym zmusiło mnie do podjęcia kolejnych decyzji. Póki c , jestem niepełnosprawna - chodzę o kulach. Czy ktoś próbował zamieść zwyczajnie mieszkanie chodząc o kulach. albo robić zakupy itd.
Musiałam dawać radę i daję. Ale wolałabym być sprawna.
Póki co - fizycznie - mam 66 lat i wpędziłam się w otyłość olbrzymią.
Psychicznie czuję się dużo młodziej a plusem są minione lata, które dały mi dystans do życia i mnie samej. Więc żeby nie skończyć na wózku w charakterze kamienia u szyi któregoś z moich dzieci postanowiłam schudnąć.
No i zaczęło się . Im bardziej się starałam , tym mniej efektów. A właściwie więcej. Więcej kilogramów z tygodnia na tydzień. po 30 - 40 dkg. I tak dobrnęłam do 153 kg.
Wpadłam w panikę . Poszłam do lekarza i wymusiłam skierowanie na badania i lekarza diabetyka, bo przed sobą wymyśliłam, że mam cukrzycę.
Otóż nie, nie mam, mam doskonałe wyniki. Miażdżycy też nie mam. Ale poszłam do lekarza. Długo rozmawiałam z lekarką i wyszło mi, że odżywiam się doskonale - stąd takie wyniki, tyle, że jem stanowczo za dużo - ale tego lekarce już nie powiedziałam. To ona zaproponowała mi dietę warzywno - owocową , jako wstęp do dalszych działań. Przy moich wynikach mogę spokojnie przejść na dietę do 800 kalorii. potem tylko trzymać kierunek. A gdyby metabolizm znów zwolnił to mam znowu 2 -3 tygodnie przejść na 800 kalorii. Przekonała mnie.
Postanowiłam zacząć od wtorku, bo poniedziałek zostawiłam na dokładne analizy. No oczywiśćie we wtorek wpadłam w szał jedzenia .
Właściwie nie jadłam a żarłam wszystko co mi wpadło w ręce. Wieczorem dotarło do mnie co robię. Poleciałam do śmietnika, gdzie z płaczem wywaliłam całą keksówkę przepysznego ciasta marchewkowego a sąsiadce oddałam 3 pojemniki przepysznego zamrożonego bigosu.
W środę , prawie z płaczem stanęłam na wadze - 153,2 kg. Grzecznie wypiłam wodę z cytryną i ugotowałam zupę jarzynową zgodnie z przepisem. Ale oczywiście jak zwykle wyszło mi tyle, że zostało na czwartek. popijałam sokiem z kiszonych buraków bo kapusta jeszcze się kisiła.
No i zaczęło się . Całą noc latałam do toalety co godzinę i sikałam i sikałam. Rano było mnie mniej o 3 kg. Zjadłam zupkę na obiad gotowany kalafior i sałatka z pomidorów, sałaty i fenkuła. Na piątek miałam zaplanowaną pizzę z kalafiora.
Rano było na wadze 148 kg. Oczywiście cały czas zaliczałam toaletę. Pizza mi zupełnie nie wyszła. Chyba mam kiepski piekarnik. Wyszła mi breja z za dużą ilością warzyw. No zjadłam, ale mi nie smakowało. I pewnie zaczęłam marzyć o chlebie. Zrobiłąm sobie sok z jarmużu i szpinaku. Rzeczywiście trzeba wypijać od razu bo po paru godzinach jest niepijalny.
Dzisiaj na wadze było 147,9 kg
Na śniadanie skończyłam breję , która miała być pizzą. i zrobiłam leczo. Zmodyfikowałam przepis dodając 1/3 drobno pokrojonego fenkuła i właściwie tylko posoliłam i dodałam odrobinę słodkiej papryki - wyszło genialnie . Napewno będzie to moja ulubiona potrawa,
No i chyba dopadł mnie kryzys ozdrowieńczy. Więc postanowiłam zrobić sobie dobrze. Znalazłam przepis na szarlotkę na dyni. Czyli dół z dyni góra jabłko. Dodałam cynamon, i trochę kardamonu. Wyszło super. Oczywiście cały czas popijam, a to sok z kiszonych buraków, a to sok z kiszonej kapusty.
Sok z kapusty miałam wcześniej bo część zrobiłam inaczej.
Pół kapusty trzeba pokroić na kawałki takie 2-3 cm. Wrzucić do blendera i zblendować na kawałeczki wielkości ryżu/ dodać 1,5l wody przegotowanej i 1,5 łyżki soli . po 3 dniach można odcisnąć sok. jest genialny. Wyciśnięte resztki , tym razem zostawiłam . Przydadzą się do kotletów z kalafiorem.
Jutro skończę leczo i zrobię kalafiornicę. i ciekawe ile będę ważyć. Już mi przeszedł chleb.
Wnioski :
1. Zgodnie z poleceniem lekarza , owoce jem do 16 - 17 godz. Zjedzone później , znacznie zwalniają trawienie
2. Bardzo należy uważać z przyprawami. Lepiej dodać je później. Ja już 2 razy zrobiłam sobie w ten sposób krzywdę.
Pytania.
1. W diecie jest zakaz picia kawy i herbaty. czy picie cykorii zamiast kawy jest dozwolone ? I tak popijam, trudno. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz